Restauratorzy też mają dosyć i wychodzą na ulice. Serwują czarną polewkę dla rządu

Protest we Wrocławiu. Źródło: screen YouTube

We wtorek w polskich miastach protestowały nie tylko kobiety sprzeciwiające się zaostrzeniu prawa aborcyjnego. Na ulice wyszli też przedstawiciele branży gastronomicznej, którzy po wprowadzeniu obostrzeń mogą sprzedawać jedzenie tylko na wynos. Jak przekonują, to zabija ich branżę.

Drugie już w tym roku zamknięcie gastronomii obowiązuje od 24 października, a premier Mateusz Morawiecki ogłosił je zaledwie dzień wcześniej. Tylko to spowodowało, że restauratorzy zostali z zapasami niesprzedanego jedzenia – od tamtej pory mogą prowadzić sprzedaż wyłącznie na wynos lub z dowozem, co niemal wszędzie oznacza  odpływ większości klientów.

Początkowo ze strony rządowej szedł sygnał, że zamknięcie może potrwać 2 tygodnie. Niestety, w dzienniku ustaw pojawiło się rozporządzenie, które przedłuża zamknięcie bezterminowo. Restauratorzy są wściekli. Na własne oczy obserwują, jak umierają ich firmy.

Branża gastronomiczna walczy dziś o bezprecedensową w historii państwa polskiego sprawę, o prawo do pracy. Zjednoczona, jak nigdy dotąd, od wielu tygodni próbuje nawiązać z rządem dialog. W cieniu rozgrywających się na ulicy, konfliktów społecznych, następuje prawdziwa katastrofa – zagłada małych i średnich polskich przedsiębiorców.

„Ponad 70.000 małych i średnich przedsiębiorców sektora gastronomii i około miliona miejsc pracy jest dziś poważnie zagrożonych. To nie jest pomarańczowe światło, to czerwony alert. Aż o 70% – tyle spada na rynku całkowita sprzedaż gastronomii w trakcie okresów uniemożliwienia stacjonarnej pracy restauracji. To oznacza, że prawie wszystkie punkty restauracyjne działają dziś poniżej progu rentowności. Wiele z nich już się nie podniesie. Na ich miejsce przyjdą inni? Kapitał zagraniczny, fundusze inwestycyjne? Być może. Czy jednak premier spojrzy w oczy drobnym przedsiębiorcom, którzy właśnie tracą majątek całego życia i do których za chwilę zapukają komornicy? Panie Premierze, gastronomia to zwykli płacący podatki Polacy. Większość z nas nie ma już zapasów, by przetrwać ten kryzys. Pan zabronił nam pracować. My, jesteśmy solidarni z rządem i seniorami. Zamknęliśmy nasze biznesy. Pomagamy w wielu akcjach charytatywnie. Dlaczego nasz kraj nie jest solidarny dziś z nami? Zapraszamy do rozmowy!!! Choć jutro serwujemy czarną polewkę, nadal wierzymy w szczęśliwe zakończenie tej historii – zaapelowała Izba Gospodarcza Gastronomii Polskiej.

Podobny głos było dziś słychać na ulicach wielu polskich miast, przez które przeszły protesty branży gastronomicznej. Branża domaga się pomocy publicznej rekompensującej jej straty i umożliwiającej uratowanie miejsc pracy. Żądania zawarto w petycji, którą skierowano petycję do premiera.

Dla rządu kucharze przygotowali czarną polewkę, którą w tradycji polskiej podawano na  znak odmowy dla kawalera starającego się o rękę damy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj