Bardzo dobry żurek i jeszcze lepsza rolada z kluskami. Restauracja Cysterska w Rudach

W dawnym opactwie cystersów w Rudach wstąpić można do restauracji, która naprawdę dobrze karmi, przy odrobinie szczęścia obsłuży cię tu ksiądz w koloratce, a śląski obiad robią tu tak, że lepszy chyba tylko u mamy.

Rudy to wioska pomiędzy Gliwicami a Raciborzem z bardzo bogatą historią. Już w średniowieczu pojawili się tu cystersi, założyli klasztor, dnie spędzali nie tylko na modlitwach. Działo tu bardzo wszechstronne gospodarstwo. Cystersi trudnili się rolnictwem, korzystali z bogactwa rudzkich lasów, w stawach hodowali ryby i przetwarzali żywność. Mnichów już tu nie ma, jest restauracja, która nawiązuje do klasztornych tradycji i naprawdę karmi bardzo dobrze.

W dawnym klasztorze pojawiliśmy się podczas majówki, a że to miejsce bardzo popularne, w dodatku pogoda dopisała, restauracja przeżywała prawdziwe oblężenie. Usiąść na zewnątrz udało nam się dopiero pod wieczór. Zamówienie trzeba złożyć przy barze w środku restauracji, potem dostaje się numerek, żeby kelner wiedział, gdzie trafić.

Karta jest bardzo krótka, za co duży plus, bo zwykle oznacza to, że będzie świeżo i smacznie. Dania raczej tradycyjne, świetnie, w świąteczny dzień właśnie na takie jedzenie mieliśmy największą ochotę. Zamawiamy więc żurek na maślance z białą kiełbasą, śląski obiad, czyli roladę wołową, kluski i modrą kapustę, kotleta de volaille z ziemniaczanym pure i surówką z marchewki, a także pierogi galicyjskie, czyli ruskie. Żurek pojawił się na stole zaledwie po kilku minutach i już na pierwszy rzut oka wyglądał bardzo apetycznie. A w dodatku podał nam kelner-ksiądz w koloratce! Jesteśmy w obiekcie należącym do kurii, nie ma ściemy!

Bez przesady możemy powiedzieć, że to jeden z najlepszych żurków, jakie jedliśmy w restauracjach – odpowiednio kwaśny, gęsty i kremowy, pachnący majerankiem z kleksem śmietany na środku, plasterkami zrumienionej wcześniej kiełbasy, kosteczkami boczku, ziemniakami i jajkiem. Tego wszystkiego w zupie pływało bardzo dużo, oto właśnie „żurek na bogato”. Przesmaczny.

Gdy tylko zobaczyliśmy dno miski, na stole pojawił się klasyk, czyli śląski obiad: rolada wołowa, kluski śląskie i modra kapusta. Ładnie podane, tu kucharz znów nie oszczędzał, porcja była naprawdę zacna. Wszystko pyszne – rolada mięciutka i po brzegi wypchana farszem z kiełbasą, boczkiem i ogórkiem, kluseczki jędrne, smaczna kapusta, a wszystko spowite rumianym sosem. Nawet na Śląsku do danie nie często trafia się aż tak smacznie przyrządzone. Lepiej chyba tylko u mamy.

Bardzo pozytywnie wypadł też de volaille. Zrobiony zgodnie ze sztuką, kształtny cylinderek z chrupiącą panierką, po przekrojeniu wypłynęło z niego mnóstwo masła, poza tym tylko natka pietruszki, tak właśnie ma być. Do tego niezwykle kremowe pure i świetna surówka z marchewki z cząstkami pomarańczy. Tak nam posmakowała, że zrobimy taką w naszej kuchni.

No i na koniec pierogi galicyjskie – po prostu smaczne, farsz z odpowiednią proporcją ziemniaków i sera, pieprzny, ciasto mięciutkie i ładnie sklejone w „warkoczyk”.

W miejscach szturmowanych przez turystów jedzenie często bywa kiepskie. Tu odwrotnie, wszystko było zrobione uczciwie i od serca. I tylko żałujemy, że nie zamówiliśmy deserów, bo kawałek tortu, z którym śmignęła obok naszego stolika kelnerka, wyglądał bardzo zachęcająco. Nic jednak straconego, bo do Cysterskiej na pewno jeszcze wrócimy, do czego was również zachęcamy.

Na koniec rachunek:

Opinie o restauracjach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj